WASZE HISTORIE

Co czeka starego i chorego psa po śmierci właściciela? Poruszająca historia Franka.

Od lat pracuję jako wolontariuszka. Pomagałam przy wielu adopcjach – i w kraju, i za granicą. Pewnego dnia koleżanka Patrycja podesłała mi link do ogłoszenia adopcyjnego pięknego psiaka – Franka.
Wylądował w schronisku na starość… Szans na adopcję nie miał żadnych. Wielki, stary, schorowany pies – 45 kg żywej wagi z rakiem i z problemami z chodzeniem…

Franek był wtedy około 10-letnim psem, który miał za sobą traumatyczne doświadczenia. Szczenięce lata spędził na ulicy, przez niektórych dokarmiany, jednak przez większość przepędzany. Duży pies wzbudzał w strach w ludziach, którzy woleli kopnąć lub rzucić kamieniem niż pomóc… A Franek po prostu szukał miłości i domu.

Po kilku latach tułaczki szczęście uśmiechnęło się do Franka – został przygarnięty przez pewnego starszego Pana. Franek kochał Pana nad życie. Był tak bardzo wdzięczny, że ktoś w końcu postanowił mu pomóc…

Szczęście Franka skończyło się wraz ze śmiercią ukochanego Pana.

Pies trafił do schroniska i znów był bezdomny. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nagle nie ma przy nim jego człowieka, który do tej pory spędzał z nim cały swój czas…

Mimo tak smutnego życia, Franka opisywano jako radosnego i wesołego psa. Widać było, że jest głodny towarzystwa człowieka i jego miłości.

Schronisko wydawało się być miejscem, w którym przyjdzie mu umrzeć – w samotności i w zapomnieniu.

No bo kto chciałby psa, który potrzebuje specjalnej karmy? Psa, który wymaga leczenia? Który jedyne, co jest w stanie zrobić to leżeć i patrzeć smutnym wzrokiem?

Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, ale mnie od samego początku ruszyło – jego oczka, podrapany nosek, to przejmujące spojrzenie… Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, gdzieś głęboko w środku zapadła decyzja: FRANEK MUSI BYĆ MÓJ.

Psiak przebył długą drogę z Polski do Wielkiej Brytanii. Nie mogłam doczekać się, kiedy wrócę z pracy i poznam tego przystojniaka osobiście.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Kiedy otworzyłam drzwi, Franek wystrzelił jak torpeda. Od razu naparł na mnie jak czołg i zaczął się czule witać.

Z każdym dniem jego kondycja fizyczna stawała się coraz lepsza. Chodziliśmy na spacery, z czasem Franek zaczął znów biegać!

Ten stary i schorowany psiak, mój kochany Franio, był psem dającym tyle miłości i radości, że nie potrafię tego opisać słowami.

Niestety w końcu choroba wygrała i musiałam pożegnać Franka…

Po długiej walce nastąpił ten ostatni dzień, ostatnie godziny. Widziałam tylko jego smutne oczy. Oczy, które mówiły, żebym go nie zostawiała.

Odszedł w moich ramionach… Niestety, mimo że był ze mną krótko, ból pozostanie na zawsze. Franio będzie w pamięci wielu osób i w moim sercu.

Autorka tekstu: Sylwia Filipiak


Tagi
Pokaż wiecej

Marta Adaśko

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.

Powiązanie artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Close
Close