WASZE HISTORIE

Opowieść o rudym potworze. Historia adopcji Kropy

Chciałabym opowiedzieć historie mojej najlepszej decyzji w życiu.

W kwietniu 2015 roku natrafiłam na wydarzenie na facebooku dotyczące adopcji psa – Kropy. Już wcześniej widziałam ją w schronisku, ale byłam przekona, że skoro to rasowy pies to na pewno szybko znajdzie dom.

Kropa została znaleziona na ulicy i w chwili adopcji była już 3 lata w Ciapkowie. Przynajmniej dwukrotnie wracała z adopcji, za każdym razem po 2 tygodniach, ze względu na to, że była agresywna, terytorialna, ponoć ugryzła dziecko…

Postanowiłam sama się przekonać, jak to jest z tym rudy potworem.

Umówiłam się z wolontariuszem na spacer zapoznawczy. Pierwsze co zobaczyłam, to była gruba, ruda, kulejąca kupa nieszczęścia. Na pierwszym spacerze nie zwróciła na mnie totalnie uwagi (do tej pory jej to wypominam).

Ale wzięło mnie – zakochałam się…

Najtrudniejsze w tym wszystkim – ale zarazem najbardziej motywujące – było to, że absolutnie wszyscy moi najbliżsi stwierdzili, że zwariowałam.

Zanim oficjalnie adoptowałam Kropę, chodziłam do niej przez ponad miesiąc, wyprowadzałam ją na spacery, jeździłam do weterynarza.

Chciałam się przekonać, że jednak nie zwariowałam.

Pamiętam sytuację, gdy chciałam zakroplić jej uszy, bo miała zapalenie, a pani Iza – pracownik schroniska – spytała się mnie, czy chcę kaganiec. Gdy powiedziałam, że nie, to uświadomiła mnie, że jeżeli zostanę ugryziona to Kropę czeka kwarantanna i przez 2 tygodnie nie będę mogła jej widzieć.

Jednak udało się, nie zostałam pogryziona, a Kropa z dnia na dzień coraz bardziej mi ufała. Ja z kolei z dnia na dzień coraz bardziej przeżywałam, gdy musiałam odstawić ją do schroniskowego boksu.

W końcu, wbrew swojemu otoczeniu, podjęłam decyzję o adopcji i ustaliłam konkretną datę. Akurat kończyliśmy remont w domu i chcieliśmy ją wprowadzić już bez stresu.

Nie wiedziałam, w jakim stanie ją zastanę.

Dwa dni przed adopcją Kropka dostała udaru słonecznego, ja musiałam wyjechać i w zasadzie, gdy jechałam po nią 6 czerwca, nie wiedziałam, w jakim stanie ją zastanę.

Na szczęście udar już miała za sobą, natomiast cała lista rzeczy do ogarnięcia była przed nami. Zapalenie skóry, uszu, alergia, 5 kg wagi za dużo, kulejąca łapa plus to, że ponoć wcześniej była agresywna.

zdjęcie Kropy

Mogłabym długo opowiadać o naszych początkach. O tym jak mój narzeczony nie mógł zbliżyć się do mnie, ponieważ ona pilnowała mnie pod krzesłem. O tym jak dawała radę przejść tylko 5 m na spacerze i potem leżała, a weterynarz powiedział że już nigdy nie będzie normalnie chodzić. O tym jak przez ponad pół roku leczyliśmy zapalenie ucha, a  ono i tak ciągle nawraca. Ale krócej będzie jak podsumuje nasze życie obecnie.

Kropa schudła, waży 15 kg – jak prawidłowy spaniel po przejściach. Jest na diecie, nie może jeść w ogóle suchej karmy ani smakołyków itd, dostaje suplementy na stawy, pływa w morzu i jest w stanie przejść 10 km z łapą w nosie 🙂

Nie wyobrażamy sobie życia bez Kropy

Kocha nas, zaakceptowała cała rodzinę, przyjaciół, psa i koty mojej mamy, ma kontakt z dziećmi.

Minęły już 3 lata, znam ją na tyle, że wiem, które lęki powodują to, że może reagować agresywnie. Wiem, jakie sytuacje trzeba wyeliminować, znam jej przyzwyczajenia i je w pełni akceptuje – mimo że są czasem denerwujące, np. to, że ciągle chodzi ze smyczą w pysku tak jakby sama się wyprowadzała na spacer.

Mogę z dumą stwierdzić, że tworzymy teraz piękną rodzinę i nasz dom nie byłby kompletny bez niej. Mamy nadzieję, że zostanie z nami jak najdłużej.

PS Cieszę się, że poszło w pięty wszystkim niedowiarkom 🙂 Nie kupuj, adoptuj!

PPS Chciałabym z całego serca podziękować mojemu narzeczonemu, który pomimo sceptycznego podejścia do mojego ‚pomysłu’ uruchomił w sobie takie dozy cierpliwości i wyrozumiałości, o jakich istnieniu nie miałam pojęcia i każdego dnia daje z siebie wszystko, aby Kropcia czuła się kochanym, pełnoprawnym członkiem rodziny.

I codziennie, dając Kropie buziaka, mówi: „Który to całus? Chyba już trzy miliony dwieście szesnasty?” (oczywiście nie kontroluje tej liczby). 🙂


Autorka tekstu: Ania Różańska

Tagi
Pokaż wiecej

Marta Adaśko

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.

Powiązanie artykuły

3 Comments

  1. Jestem świadkiem przemiany jaka zaszła w tym psie. Wszystko dzięki miłości i wierzę Anki, a także Jej konsekwencji względem Kropy i całego otoczenia naszej rodziny.
    #niekupujadoptuj

  2. Witam. Piękna historia. Też jestem właścicielką cudownego spaniela i niestety ostatnio pojawiają się u niej napady agresji . Próbowałam różnych sposobów żeby tak się nie zachowywała ale nie mam pojęcia z czego to wynika. Mogłabym prosić o kontakt ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Close
Close