WASZE HISTORIE

Karmel – odratowany z psiego piekła

Wychowałam się w małym miasteczku na wschodzie polski. W domu od zawsze przewijały się zwierzaki. Byłam taką psią i kocią mamą. Większość wolnego czasu spędzałam u babci i to tam przygarniałam wszystkie porzucone bidy.  

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, wiedziałam, że w moim życiu musi pojawić się pies. Oczywiście nie byle jaki pies. Szukałam największej bidy, starszego, dla innych brzydkiego psa. Bo w sumie kto jak nie ja? Już wtedy interesowałam się behawioryzmem i żywieniem psów i wiedziałam już trochę więcej niż „przeciętny Kowalski”.

Karmel

Dołączyłam chyba do wszystkich możliwych grup adopcyjnych, byłam gotowa jechać po psa nawet na koniec Polski. Oglądając dziesiątki ogłoszeń, zauważyłam jeden powtarzający się schemat…

Ludzie błagali o adopcje.Błagali, aby tylko pies nie trafił do Radys. Mocno mnie to zaciekawiło i zaczęłam buszować po całym internecie i to, co wyczytałam, zmroziło mi krew w żyłach. Już wtedy wiedziałam, że moim psem będzie pies radysiak.

Radysy zyskały „sławę” obozu koncentracyjnego dla psów.

Nie ma tam stałego wolontariatu, psy nie wychodzą na spacery, rzadko są leczone, siedzą zamknięte po kilkanaście sztuk i walczą o przetrwanie. Są tylko osoby, które tam sporadycznie przyjeżdżają i mogą zrobić zdjęcia niektórym psom i zamieścić je jako do adopcji na swojej stronie na Facebooku: Psy z Radys.

Schronisko jest prywatne i nie są wpuszczane żadne służby ani policyjne, ani weterynaryjne. A istnieje tylko dlatego, że w Polsce niestety prawo jest zbyt ogólne i nie narzuca wielu bardzo ważnych kwestii związanych z prowadzeniem schroniska.

Materiały na temat Radys można było obejrzeć między innymi w TVN24.

Przeglądając zdjęcia psiaków z Radys, na pierwszy rzut oka widać ogromny smutek i strach.

Kiedy zobaczyłam zdjęcie 5-letniego Karmela (wcześniej zwanego Moherem) moje serce rozpadło się na tysiąc kawałków

Nie był może tam najbiedniejszym psem, ale jak zobaczyłam tą smutną, brudną i przylepiona do ziemi mordkę, nie mogłam przejść obojętnie. Jedyną rzeczą, która mi uniemożliwiła szybką adopcję, było mieszkanie. Żeby go adoptować, musieliśmy się przeprowadzić, co niestety musiało potrwać.

Jak się później okazało, Karmela zabrała już cudowna Dorota Wandrychowska- kobieta, która ratuje te bidy i umieszcza w hotelikach po całej Polsce.

Karmel był już bezpieczny w boksowym hoteliku i to właśnie tam na nas czekał.

Bardzo się bałam adopcji, bo tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam

W hoteliku był psem podwórkowym i mieszkał w kojcu. Byłam przygotowana na wszystko, ale miałam wątpliwości czy na pewno sobie poradzę. 

Czy da radę mieszkać w bloku na 14 piętrze? W ogóle nie znał smyczy, wiec jak będzie wyglądać pierwszy spacer? Byłam też pewna, że będzie załatwiał się w domu, bo wiadomo pies, który nie wychodził przez 1,5 roku z kojca, był nauczony robić tylko tam, gdzie śpi.

Dzień adopcji

Kiedy po niego przyjechaliśmy, zobaczyliśmy biedną, spłaszczoną grubiutką kulkę. Nasza podróż nie należała do najłatwiejszych, bo czekało nas 170 km jazdy. Karmel był bardzo niespokojny w samochodzie, no i ze stresu biedny niestety też zwrócił swój cały obiad.

Kiedy już weszliśmy do domu, obwąchiwał wszystko bardzo dokładnie. Bez problemu się zaaklimatyzował i po godzinie od przyjazdu przewracał się po łóżku, prosząc o głaski.

Pomimo że nie znał smyczy, spacery nie sprawiały większych problemów i szybko się nauczył poprawnie chodzić. Nie było też kłopotu z załatwianiem się w domu. Pięknie sygnalizował swoje potrzeby.

Nie było łatwo

Na początku największym problemem, jaki mieliśmy to jego własne odbicie, na które intensywnie szczekał i atakował. Drzwi balkonowe, lustra, a nawet piekarnik, musiały być bardzo szczelnie pozasłaniane workami na śmieci. Na szczęście wraz z oswajaniem się z nami i otoczeniem, po trochu zrozumiał, że ta piękna twarzyczka w odbiciu to on sam.

Po pierwszej wizycie u weterynarza okazało się, że Karmel ma 8 kg nawagi, chorą tarczycę, a także podejrzenie bradykardii, która na szczęście okazała się tylko fałszywym alarmem.

Niestety po schronisku też nie toleruje innych psów i walczymy u niego z agresją frustracyjną. Nie jest łatwo, bo każdy spacer dla nas i dla niego, to bardzo duże nerwy. Jak zobaczy inne psy, niestety nie umie panować nad emocjami i robi szczek na pół Warszawy. Obecnie pracujemy z behawiorystą i już widzimy pierwsze efekty, wiec wierzymy, że będzie tylko lepiej.

Pomimo tego jednego problemu jest psem idealnym

Uwielbia się przytulać no i pięknie zostaje sam w domu podczas naszej nieobecności. Jest też bardzo wesołym i mądrym psiakiem. Pierwszych komend, takich jak siad i leżeć nauczył się już po 2 dniach od przyjazdu.

Jest u nas dopiero 4 miesiące, schudł już 5 kg, a także zmienił szatę z barankowatej na letnią. Prowadzi swojego instagrama (@karmelzradys) gdzie pokazuje swoje życie, zachęca do adopcji i uświadamia, że takie schroniska takie jak Radysy niestety istnieją.


Autorka tekstu:

Pokaż wiecej

Marta Adaśko

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.

Powiązanie artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Close
Close