WASZE HISTORIE

Miłość od pierwszego… miauczenia. Historia Jessici i Leona.

Miłość od pierwszego wejrzenia jest wtedy, gdy już przy pierwszym spotkaniu czujemy, że druga strona nadaje na tych samych falach, co my.

Leona po raz pierwszy spotkałam przy… misce. Od razu wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni – oboje kochamy jeść!

Po skończeniu śniadania odwrócił się, podszedł i popatrzył na mnie swoim niewinnym wzrokiem, jakby chciał zapytać:

Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia czy mam przejść jeszcze raz?

Nasze spojrzenia się spotkały, serce zaczęło bić szybciej i zanim się obejrzałam… byłam zakochana. No cóż mogę powiedzieć? Serce nie sługa! W jednym momencie czujesz, że żyjesz, a reszta świata kompletnie przestaje mieć znaczenie.

Jak wszyscy dobrze wiemy, miłość zmienia się z czasem. My przeszliśmy już kilka etapów zakochania: była faza pierwsza – pragnienie i pożądanie, później faza druga – fascynacja i zauroczenie i dalej… faza trzecia zaangażowanie.

Szybko się jednak okazało, że miłość od pierwszego wejrzenia nie gwarantuje trwałości związku. Nasz związek przeszedł do kolejnego etapu – ROZCZAROWANIA.

Rozczarowanie to chyba najgorsze, co może się przytrafić komuś, kto jest zakochany. Twoja sympatia systematycznie rosła, aż tu nagle… wszystko prysnęło jak bańka mydlana. No, ale… nie da się pozostać na jednym etapie przez całe życie.

To rozczarowanie… kiedy okazuje się, że kot jest bardziej łakomy niż jego właściciel.

Jedzenie to ważna część mojego życia, dlatego, gdy zobaczyłam jak Leo je podkrada, powiedziałam: O nie! Tak się bawić nie będziemy! Ale co ja mogę zrobić? To on jest już panem tego domu.

Z czasem zrobił się coraz sprytniejszy – pewnego razu udawał, że śpi, żeby podkraść kawałek wołowiny! Mały złodziejaszek!

Jestem jednak zdania, że miłość może pokonać wszelkie przeciwności. Problem polega na tym, że często po prostu nie dajemy szansy, jeśli druga strona nie pasuje do naszej wizji ideału.

Myślę, że to błąd. Powinniśmy akceptować drugą stronę i pozwalać na być takim, jakim się jest.

Jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Jako jedyni wiemy o sobie najwięcej.

Wiemy jak wspierać się w trudnych chwilach i co sprawia nam radość. Leo nie zapyta się, dlaczego jem po nocach – przyłączy się i będzie żarł razem ze mną!

Miłość od pierwszego wejrzenia nie przytrafia się każdemu – ja jednak miałam to szczęście.

TWÓJ NAJLEPSZY PRZYJACIEL NIE ZAWSZE MUSI BYĆ CZŁOWIEKIEM.

 

Autorka tekstu: Jessica Gotówko

II Miejsce w Konkursie Walentynkowym

Tagi
Pokaż wiecej

Magda Bąk

Studentka IV roku socjologii na Wydziale Humanistycznym AGH. Lubi podróżować, słuchać muzyki i robić zdjęcia. Kocha wszystko co związane z Włochami, a zwłaszcza ich kuchnię. Prywatnie właścicielka szalonego Maltańczyka o imieniu Malik.

Powiązanie artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Close
Close