WASZE HISTORIE

„Poświęciłyśmy wiele, by móc zamieszkać razem” – historia Szarej

Pisząc to, siedzę na kanapie z Szarą przytuloną do mojej stopy. Obie poświęciłyśmy wiele, aby móc zamieszkać razem.

Wszystko zaczęło się dobre 3 lata temu, gdy przyjechałam do schroniska jako wolontariusz. Poznałam Szarą oraz inne psy zamieszkujące schronisko, chodziłam z nimi na spacery, czesałam, przytulałam, brałam udział w zbiórkach na rzecz bezdomniaków, ale nie myślałam o adopcji, ze względu na rodziców, którzy nie chcieli się zgodzić.

Pewnego dnia podczas spaceru w trakcie rozmowy z koleżankami wolontariuszkami poruszyłam temat Szarej i domu dla niej. Dziewczyny powiedziały, że wydałyby Szarą do mieszkania, jeżeli miałaby być tam szczęśliwa.

To był ten moment kiedy zaświtało mi w głowie: „A może by tak ją adoptować?”

Niestety na drodze stali rodzice oraz brak własnego lokum. Jako wolontariuszka starałam się znaleźć dom dla Szarej poprzez ogłaszanie jej w internecie, rozwieszanie plakatów oraz pokazywanie jej zdjęć na różnych wydarzeniach wolontariackich.

Po jakimś czasie znalazł się dom (wcześniej Szara była adoptowana kilka razy, ale wracała). Wszystko niby było fajnie, ale po 2 dniach dostałam telefon z prośbą o zabranie Szarej. To były walentynki 2017r. Szczęśliwy był tylko Gryzak, bo jego miłość do niego wróciła, mi serce pękało.

Szara? Szara weszła do swojego boksu, położyła się na betonie i patrzyła w przestrzeń. Od jakiegoś czasu zaczęłam rozglądać się za mieszkaniem i poruszać ten temat z rodziną.

Perspektywa adopcji stawała się coraz bardziej realna

Po prawie roku chodzenia i proszenia udało się. Miałam już swoje cztery kąty, więc poważniej zaczęłam myśleć o adopcji Szarej, skoro stała się ona bardziej realna. Sylwestra 2017/2018 spędziłam w schronisku, pomagając podawać leki psom, w tym Szarej.

Kiedy mnie zobaczyła, przestała panikować, stała i patrzyła się na mnie. Nie dostała trzeciej dawki leków, bo nie było takiej potrzeby. W trakcie największej fali strzelania leżała koło mnie i wibrowała, a jak tylko skończyli strzelanie to położyła się za moimi plecami i poszła spać. Ja oczywiście ryczałam, bo to, że pies zasypia koło ciebie oznacza, że ci ufa i czuje się bezpieczny.

W międzyczasie Szara zaczęła chorować i lekarze nie potrafili jednoznacznie stwierdzić co jej dolega.  Dokładnie 8 kwietnia 2018r. zabrałam ją do hotelu dla zwierząt, aby jej leczenie przebiegało w lepszych warunkach niż schroniskowe. Cały czas szukałam jej domu, bo rodzice nadal wyrażali swój sprzeciw co do adopcji. Pod koniec czerwca (dokładnie 21) zabrałam Szarą do siebie i wiedziałam, że nikomu jej nie oddam.

Strach przed reakcją rodziców vs. miłość do zwierzaka

Bałam się reakcji rodziców, szczególnie taty, któremu nigdy się otwarcie aż tak bardzo nie sprzeciwiłam, ale dla Szarej warto było w moim odczuciu znieść aferę rodzinną.

Jaka była Szara w schronisku?

Była psem, który gryzł kraty boksu, bo tak bardzo chciała do domu, w burzę potwornie panikowała w boksie, potrafiła z niego uciec, w lesie rzucała się na rowerzystów, szczekała na psy, ganiała koty.

Jaka jest teraz?

Zostaje sama 9 h bez problemu, nie wyje, nie szczeka, nie niszczy, nie załatwia się w mieszkaniu. Do windy wsiadła, jakby od zawsze wiedziała co to i do czego służy. Na rowerzystów potrafi naszczekać, ale są to skrajne przypadki, kiedy ktoś w nas wjedzie, albo przejedzie obok z dużą prędkością.

Koty gania i będzie ganiać do końca świata. Z psami ogólnie się dogaduje, chyba że ten drugi wykazuje „negatywne wibracje” i na nią naszczeka bądź nawarczy. Kocha dzieci i domaga się o głaskanie od każdego kto się napatoczy 😉  

Uwielbia gości, dla niej chyba dzień bez gości to dzień stracony. Chodzi za mną po mieszkaniu niczym owca, w czasie burzy pakuje się na łóżko i śpi mi na głowie, ale nie robi hałasu.

Nie taki diabeł straszny…

Po 2 tygodniach zaprosiłam rodziców. Byli w szoku, ale Szara skradła serce taty dosłownie w 5 minut. Ogólnie rzecz biorąc mamy swój happy end, tylko jeszcze to zdrowie (najprawdopodobniej autoimmunologiczne zapalenie jelit, zwyrodnienie stawów w tylnich łapach, zalążki zaćmy, słaba morfologia).

Jest u mnie dokładnie miesiąc i 17 dni, a czuję jakby była ze mną zawsze. Jest po prostu wspaniała.

Jako wolontariusz muszę napisać iż nie wszystkie adopcje są takie kolorowe jak z Szarą, ale wart podjąć to ryzyko. Dając psu dużo miłości i poświęcając czas na pracę z nim, można osiągnąć bardzo wiele i przywrócić mu wiarę w człowieka.

Miłość wszystko zwycięża

Znam kilka osób, które podjęły się adopcji psów z agresją lękową, bądź psów bardzo nieufnych w stosunku do człowieka i pracują z nimi. Efekty tej pracy widać na zdjęciach, filmikach i podczas spotkań. Psy, które uciekały na widok kubka bądź wpadały w szybę, bo nie wiedziały co to i po co to tu jest, leżą na kolanach swoich ludzi, zaczepiają do zabawy, a na spacerach radośnie zwiedzają miasto.

Widziałam psy, które bałam się pogłaskać, merdające ogonem i śpiące w łóżku ze swoją „Pańcią”. To jest efekt pracy i miłości jaką dajemy zwierzakom. One potrafią pozytywnie zaskakiwać, tylko trzeba dać im szansę.

Co do Szarej obawiałam się, że może być psem apokalipsą z lękiem separacyjnym itp., ale nie zrezygnowałam z niej, zaufałam jej, tak jak ona mi i udało się.

Założyłam jej profil na facebooku, gdyby ktoś chciał poobserwować jak wygląda życie z adopcjanem to zapraszam serdecznie,

Autorka tekstu: Anna Majdura


Tagi
Pokaż wiecej

Marta Adaśko

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.

Powiązanie artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Close
Close