WASZE HISTORIE

Agnieszka i Fanta. (Nie)stereotypowy adopciak i jego historia

Jeśli chcesz zobaczyć gorszą stronę Agnieszki, bohaterki tej historii, powiedz jej, że kundelki cieszą się świetnym zdrowiem, a te adoptowane – z wdzięczności za podarowany dom – patrzą maślanym wzrokiem na swojego opiekuna, nie stwarzając żadnych problemów. Powiedz to, a potem uciekaj…

Zacznijmy od początku.

Agnieszka wymarzyła sobie psa. Miał być rudy, w typie owczarka, nie za duży – nie za mały. Właściwie to nie pies, a suczka. Pozytywnie nastawiony do świata, lubiący i akceptujący inne psy, aktywny. Zdrowy.

Ludzie pukali się w głowę, bo schronisko to nie jest konkurs życzeń. Trafi się albo nie trafi, zakochasz się albo nie. Ale Agnieszka się uparła.  

 

Myślę, że wszyscy łącznie z nią samą byli zaskoczeni, kiedy w maju 2011r. adoptowała wymarzoną półtoraroczną Fantę.

Fanta

Psiak spełniał większość „oczekiwań” Agnieszki. Niestety nie wszystkie.

W zdrowym ciele…

Fanta trafiła do domu m.in. z grzybicą ucha, około pół roku zajęło wyleczenie psiaka z chorób o podłożu dermatologicznym. A to był tylko wierzchołek góry lodowej.

Od samego początku Agnieszka miała problem z dopasowaniem psu diety. Fanta nie tolerowała większości karm ani mięsa. Kolejne worki i puszki trafiały do schroniska, bo powodowały u psa biegunki. Prawie 2 lata zajęło dopasowanie odpowiedniej diety, a w tym czasie Agnieszka stała się ekspertem w zatrzymywaniu rewolucji żołądkowych.

Dzięki zastosowaniu karmy z linii weterynaryjnej, udało się ustabilizować wrażliwy żołądek psa.

Weterynarze podejrzewali alergie, natomiast Agnieszka, ze znanym sobie uporem, szukała lekarza, który postawi trafną jej zdaniem diagnozę. Tak się też stało.

Okazało się, że pies cierpi na limfocytarne zapalenie żołądka oraz Helicobacter Pylori. Diagnostyka, leczenie, dopasowanie diety pochłonęły znaczne sumy, ale wreszcie wskazany został winny i wreszcie udało się ustabilizować jej stan.

 

Ostatnio Fanta dostaje nawet smaczki w postaci suszonego mięsa. Ciężko powiedzieć, która z nich cieszy się bardziej.

…zdrowy duch

Patrząc dziś na tę mądrą i dostojną sukę, trudno wyobrazić sobie energetycznego demona, jakim była Fanta. A nie tak łatwo pozbyć się nadmiaru energii u psa z rozwiniętym instynktem łowieckim (i chorobą lokomocyjną).

Fanta ciągnęła do obcych psów, więc nie było mowy o spuszczaniu w parkach, a z kolei pola i łąki odpadały ze względu na ryzyko ucieczki za zwierzyną. I tak Agnieszka musiała zaprzyjaźnić się z kilkumetrową linką, aby zapewnić choć trochę ruchu zwierzakowi.

W międzyczasie pojawił się lęk separacyjny, na jaw wyszły problemy związane z obroną zasobów. Wiele osób powiedziałoby: dosyć!

Fanta

Pretekst do oddania psa znalazłoby zapewne gdzieś między kolejnym poparzeniem dłoni linką a powrotem do domu i sprzątaniem śladów kuchennych rewolucji. Ale nie Agnieszka.

Ona szukała pomocy u specjalistów, aby pomogli jej, jak to sama mówi: „okiełznać rudego potwora”. Nie znałam Fanty sprzed lat, ale patrząc na nią dziś i słuchając opowieści, często żartem mówię Agnieszce, aby przestała oczerniać psa. Przecież taki pies to marzenie!

Ale że Aga wygląda na osobę uczciwą, myślę że po prostu wykonała kawał dobrej roboty.

Sport to zdrowie!

W 2015 r. przypomniały o sobie psie sporty. A konkretnie sportowe posłuszeństwo, czyli Obedience. I na tym polu Fanta nie jest najłatwiejszym psem. Jest wrażliwa i trzeba mocno pracować nad jej motywacją, bo szybko gaśnie. I tak… na rok zgasł ich obi-ogień i dziewczyny szukały pocieszenia w detekcji zapachów Nose Work.

Jednak stara miłość nie rdzewieje i ostatnio przeprosiły się z Obi. Całe szczęście, bo ich treningi to radość w czystej postaci! Zwłaszcza dla obserwatorów.

Jeśli któregoś dnia, spacerując po warszawskim Wilanowie usłyszycie radosne okrzyki i zobaczycie podskakujące wesoło rude uszy, to prawdopodobnie będziecie mijać Fantę i Agnieszkę, które wbrew wszelkim przeciwnościom, nadal walczą – tym razem o idealne omijanie. Bo resztę mają już w małym palcu.


 

Tagi
Pokaż wiecej

Marta Wieczorkowska

Jestem trenerem psów. W pracy opieram się na trzech filarach: relacji, zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. Bez nich nie ma mowy o wzajemnym porozumieniu. W tej wędrówce towarzyszy mi Hugo, energiczny terrier. Najlepszy kompan i największe wyzwanie. Relacja człowieka z psem jest wyjątkowa, ale wydaje mi się, że możemy i powinniśmy dać z siebie więcej. Dlatego piszę. Piszę o tym, co zrobić, żeby wspólne życie było łatwiejsze. Psy dają nam bezinteresowną miłość - pokażmy, że na to zasługujemy.

Powiązanie artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Close
Close